Friday, April 23, 2010

Music for lovers: Lineup announced for summer event

By ARTHUR KAPTAINIS, The Montreal Gazette
April 20, 2010

http://www.montrealgazette.com/entertainment/Music+lovers/2927904/story.html


Order your roses: the Lanaudière Festival plans to concentrate on Romantic-era composers.

The summer music celebration will present the Pittsburgh Symphony Orchestra under its music director Manfred Honeck in the Amphitheatre near Joliette, as well as the MSO under Kent Nagano, the Quebec Symphony Orchestra under Yoav Talmi and the Deutsche Kammerphilharmonie Bremen under Paavo Järvi.

Conspicuous by its absence is the Orchestre Métropolitain. Opening the schedule instead on July 10 is the in-house Orchestre du Festival. Jean-Marie Zeitouni conducts works by Chopin, Schumann, Mendelssohn, Liszt and Wagner, all bicentenarians or near-bicentenarians.

Other weekend highlights include the QSO in a July 17 opera and choral program counterbalanced by Jacques Hétu's valedictory Symphony No. 5. Toronto soprano Yannick-Muriel Noah sings Verdi and Bellini.

An all-Beethoven Pittsburgh concert on July 23 is followed on July 24 by Wagner, Strauss and Mahler (Symphony No. 1). The Bremen band will perform Schumann's Four Symphonies over three days (starting July 30) with star concerto appearances by violinist Hilary Hahn (Beethoven on July 31) and pianist Piotr Anderszewski (Mozart K. 453 on Aug. 1).

Nagano and the MSO give us Brahms's Violin Concerto (Isabelle Faust) and Shostakovich's Symphony No. 10 on Aug. 6, followed on Aug. 7 by Haydn's The Creation. The festival concludes on Aug. 8 with a six-pianist potpourri.

Concerts in churches offer the complete piano music of Chopin (1810-1849) as played by Ronald Brautigam, Sa Chen, Angela Cheng, Valentina Lisitsa, Wonny Song, Edna Stern, Cédric Tiberghien and Mihaela Ursuleasa. Lisitsa gives two recitals and plays Beethoven's Piano Concerto No. 5 with Pittsburgh. Alain Lefèvre, another Festival favourite, will appear on opening night (Chopin's Piano Concerto No. 1) and in an Amphitheatre chamber concert on July 16 (Mathieu and Chausson).

Subscriptions are available. Single tickets go on sale May 17. Go to www.lanaudiere.org.

Record Geijutsu magazine cover and Artist of the Month




Tuesday, April 13, 2010

Saturday, April 10, 2010

Estoński klan dyrygentów

Jacek Marczyński 01-04-2010, www.rp.pl, ostatnia aktualizacja 01-04-2010

Paavo Järvi w zaskakujący sposób interpretuje w Warszawie wszystkie symfonie Beethovena

Jest Estończykiem z amerykańskim obywatelstwem, niedawno obchodził 47. urodziny. Od lat krąży między USA a Europą, bo pracuje na stałe z trzema orkiestrami: w Cincinnati, gdzie szefem jest już dziesiąty sezon, a także we Frankfurcie i w Bremie. Od pewnego czasu chętnie wraca również do rodzinnego Tallina, od jesieni zostaje dyrektorem muzycznym Orchestre de Paris.

Już podczas pierwszego, wtorkowego, występu w Warszawie muzycy z Deutsche Kammerphilharmonie Bremen podbili polską publiczność. A sam Paavo Järvi udowodnił, że w symfoniach Beethovena można odnaleźć nowe brzmienia, zagrać je z większym temperamentem, wydobyć wiele wspaniałych szczegółów.

– Nie przypuszczałem jednak, że to tak skomplikowane zadanie – mówi "Rz". – Cykl wszystkich dziewięciu symfonii Beethovena wykonywaliśmy już kilkakrotnie: w Paryżu, w Tokio, w Nowym Jorku, na festiwalach w Bonn i w Salzburgu. Każde kolejne podejście okazuje się coraz trudniejsze. Sami od siebie wymagamy więcej, ponieważ znamy te utwory lepiej niż kiedyś. Mam jednak nadzieję, że publiczności pomagamy odkrywać fascynujące związki między nimi, a także przeciwieństwa. Przejście choćby od "Eroiki" do IV symfonii to prawdziwy szok.

Paavo Järvi lubi się zajmować kompozytorami kompleksowo. – To najlepszy sposób, by wejść w ich świat, rozgryźć go, poznać z detalami – mówi. Wcześniej tak badał Brahmsa, od kilku zaś lat zgłębia Brucknera. – Jego symfonie gram jednak z orkiestrą z Frankfurtu – przyznaje. – Zespół z Bremy jest zbyt energetyczny, jego żywiołowość sprawdza się w Beethovenie, Bruckner wymaga innego dźwięku.

W ślady ojca

To, że Paavo Järvi został dyrygentem, nie powinno dziwić. Światową sławę zdobył przecież jego ojciec Neeme, dyrygentem jest młodszy brat Kristijan, a także stryj. Edukacja muzyczna była dla obu chłopców więc czymś naturalnym – jak nauka pisania i czytania. Paavo uczył się grać na perkusji, ale gdy w szkole koledzy poprosili, by poprowadził ich koncert, zrozumiał, co chce naprawdę w życiu robić.

Do dziś ojciec jest dla niego autorytetem. – Lubię poznawać jego opinie, ma ogromne doświadczenie i niezwykle bogaty repertuar – przyznaje. – Często radzę się ojca, czasami zaś on mnie. Owszem, pewne rzeczy w muzyce słyszę nieco inaczej, ale nie ma między nami rywalizacji ani sporów. Są oczywiście natomiast różnice pokoleniowe wynikające choćby z innych doświadczeń życiowych. Ojciec urodził się w 1937 roku, z autopsji zna najtragiczniejsze wydarzenia XX wieku. A przede wszystkim wychował się w bloku sowieckim.

W 1980 roku Neeme Järvi wyemigrował z rodziną do USA. Paavo miał wówczas 17 lat. – Jestem więc dzieckiem dwóch systemów – mówi o sobie. – Zaczynałem się kształcić w Związku Sowieckim, a studiowałem w zupełnie innym świecie. I widzę, że zdobyłem inną wiedzę niż mój brat Kristjan, który jako siedmiolatek wyjechał z Estonii.

Ceni ojca również dlatego, że jest łącznikiem z pokoleniem legendarnych dyrygentów przeszłości. – W domu otaczało się ich niezwykłym szacunkiem, na co dzień słuchałem nagrań Furtwänglera, Klemperera, Stokowskiego, Ormandy'ego – mówi. – Ale w życie artystyczne wchodziłem, gdy nastał czas innych interpretacji i eksperymentów. Sięgano po dawne instrumenty, odchudzano gigantyczne orkiestry, poszukiwano nowego brzmienia.

Padł ostatni bastion

Był tym zafascynowany, dziś obok innowacji dostrzega tradycję, jakby na przekór naszym czasom. – Do niedawna muzyka klasyczna była ostatnim bastionem, w którym ceniło się wiedzę, mądrość, doświadczenie, a to przychodzi z wiekiem – mówi. – Teraz i tu zaczął obowiązywać kult młodości.

Takie wyznanie brzmi dziwnie w ustach kogoś, kto po raz pierwszy został szefem orkiestry w wieku 28 lat. – Każdy powinien otrzymać taką szansę jak najwcześniej – tłumaczy. – Praca z mniej prestiżowym zespołem, jak moja w Malmö, ma być czasem zdobywania doświadczeń, prób, a nawet popełniania błędów. Trzeba wówczas się uczyć, a nie myśleć o szybkiej karierze.

Młodzi często tego nie rozumieją. Dlatego zdaniem Järviego jest wielu młodych dyrygentów, a tak mało tych, którzy nadają się na dyrektorów orkiestr. W Cincinnati od ponad roku szukają mojego następcy – mówi – i nie mogą znaleźć. Pracuje w Europie i w Ameryce, dostrzega więc różnice między orkiestrami obu kontynentów.

– Amerykańskie orkiestry są perfekcyjne w brzmieniu, ale nie zadają dyrygentowi tylu pytań, ile powinny – uważa. – Europejczycy chcą wszystko rozumieć. Technicznie Amerykanie są nie do pobicia, ale niezbyt dobrze czują tradycję europejskiej kultury. Dla nich jest ona jak język obcy. Można nim mówić biegle, ale to nie jest naturalny sposób porozumiewania się, myślenia, wyrażania emocji.

Monday, April 05, 2010

Beethovenfest im September in Bonn mit dem estnischen Dirigenten Paavo Järvi

Baltische Rundschau
Veröffentlicht von Steve Julius Furthmüller on Mrz 31st, 2010 und gespeichert unter Deutschland, Featured, Kultur. Sie können Kommentare über die Artikel hier mitverfolgen: RSS 2.0. Sie können einen Kommentar oder einen Trackback zu diesem Artikel erstellen


Das Beethovenfest in Bonn ist seit zehn Jahren eine Erfolgsgeschichte. Das Festival belebt die Rhein-Metropole, die lange Jahre als Hauptstadt Deutschlands fungierte und lässt die Stadt international strahlen. Das diesjährige Beethovenfest findet vom 10. September bis zum 9. Oktober statt.

Jährlich reisen die bedeutendsten Interpreten der klassischen Musikszene, Kent Nagano, Paavo Järvi, Hélène Griumaud, Sol Gabetta, Martin Grubinger, Sir Neville Marriner, Daniele Gatti, András Schiff und Daniel Hope zum Beethovenfest und genießen dort die Atmosphäre des großen Tonkünstlers.

Nicht weit von der Beethovenhalle, in der die zahlreichen Konzerte stattfinden, liegt in einer kleinen Querstraße auf dem Weg zur Altstadt das Geburtshaus des großen Komponisten – für Menschen aus aller Welt eine Gedenkstätte von hohem Rang. Es ist ein Anziehungspunkt, denn das Museum beherbergt die größte Beethoven-Sammlung weltweit. Anhand eindrucksvoller authentischer Dokumente wird das Leben und Schaffen des Tonsetzers anschaulich.


Beethovens Geburtshaus

Das Geburtshaus Ludwig van Beethovens (1770-1827) liegt in der Bonngasse Nr. 20. Es ist eines der wenigen erhaltenen Bürgerhäuser in Bonn aus dem 18. Jahrhundert. Seine barocke Steinfassade wurde über einem Kellergewölbe aus dem 12. oder 13. Jahrhundert errichtet.

Im Hinterhaus, dem Gartenflügel des Gebäudes, bezogen 1767 der kurfürstliche Hof-Tenorsänger Johann van Beethoven mit seiner Gattin Maria Magdalena ihre Wohnung. Im Erdgeschoss befanden sich eine Küche und ein unterkellerter Wirtschaftsraum. Im ersten Stock bewohnte die Familie zwei kleinere und eine etwas größere Stube. In einer der winzigen Kammern im Dachgeschoss erblickte im Dezember 1770 ihr Sohn Ludwig, der später Weltruhm erlangen sollte, das Licht der Welt.

Bereits wenige Jahre nach der Geburt Ludwig van Beethovens, verließ die Familie die beengten Verhältnisse und zog in das Haus “Zum Walfisch“ in der Rheingasse.

Utopie und Freiheit in der Musik

„Ins Offene. Utopie und Freiheit in der Musik“ lautet das gegenwärtige Motto des Beethovenfestes: Am 10. September beginnen die Festlichkeiten und dauern bis zum 9. Oktober.

Foto: Jan Erik Siebert

Ein emphatischer Ruf zum Aufbruch steht am Anfang von Friedrich Hölderlins Elegie „Der Gang aufs Land“: „Komm! Ins Offene, Freund! / zwar glänzt ein weniges heute / Nur herunter und eng / schließet der Himmel uns ein.“

Heraus aus einer Enge, die ihre Entsprechung in der Natur, im trüben Himmel, in der leblosen Stille und Leere hat. Und man ahnt, dass sich in der äußeren Ödnis eine innere Enge der Melancholie und des persönlichen Leids spiegelt.

Aus dieser Stimmung der Belastung wird ein imaginärer Gefährte aufgefordert, „ins Offene“ mitzukommen, in einen Raum, der vor dem Betrachter in der Zukunft liegt und neue Möglichkeiten verheißt.

Das Zauberwort „Utopie“ weckt viele Assoziationen und lenkt auf verschlungene Pfade der Geistesgeschichte. Als Begriff wurde es erst 1516 durch den phantastischen Staatsentwurf des Thomas Morus geprägt. Aus der Kritik an den Zuständen der Gegenwart – wie die Werke der Aufklärung des 19. Jahrhunderts – erwachsen die Vorstellungen von einem besseren Morgen.

„Ein neues Lied, ein besseres Lied, / O Freunden, will ich Euch dichten! / Wir wollen hier auf Erden schon / Das Himmelreich errichten.“ Die berühmten Verse aus Heinrich Heines „Deutschland. Ein Wintermärchen“ verweisen auf die Energie, die von utopischen Entwürfen ausgehen kann und die Realität vielleicht tatsächlich menschlicher macht“, meint Barbara Stach, Dramaturgin des Beethovenfestes in ihrer Einführung.

Fulminanter Anfang des diesjährigen Festes mit Hélène Grimaud und Paavo Järvi

Nach ihrem gefeierten Beethoven-Symphonien-Zyklus beim letztjährigen Beethovenfest ist die Deutsche Kammerphilharmonie Bremen in diesem Jahr erneut „Orchestra in Residence“ und mit drei Konzerten in Bonn zu Gast. An den ersten beiden Konzertabenden – am 10. und 11. September 2010 – stellt sie Robert Schumann und Ludwig van Beethoven einander gegenüber und kombiniert Solistisches mit Symphonischem.

Foto: Jan Erik Siebert

Das Eröffnungskonzert am 10. September präsentiert die „Ouvertüre zum dramatischen Gedicht „Manfred“ nach Lord Byron op. 115, genannt auch „Manfred-Ouvertüre“ und die Symphonie Nr. 3 Es-Dur op. 97, betitelt „Rheinische Symphonie“ von Robert Schumann. Zwischen den zwei Schumann Kompositionen hören die Musikliebhabern das „Konzert für Klavier und Orchester Nr. 5 Es-Dur op. 73 (The Emperor“) von Ludwig van Beethoven. Am Klavier sitzt Hélène Grimaud und Paavo Järvi dirigiert.

Am folgenden Abend stehen Beethoven und Schumann wieder abwechselnd im Programm. Ein durchaus heiteres Stück ist das „Konzert für Violoncello und Orchester a-Moll op. 129“ von Schumann. Der Notenkünstler schrieb selbst in seinem Verlag Breitkopf & Härtel: „Ich glaube, dass gerade, da so wenige Kompositionen für dieses Instrument geschrieben werden, der Absatz ein den Wünschen entsprechender sein wird.“ Heute zählt das Konzert zu den beliebtesten und meistgespielten dieser Gattung. Mir Sol Gabetta, eine der derzeit weltbesten Cellistinnen, wird das Werk zum Klingen bringen.

Nach der Konzertpause wird der Deutschen Kammerphilharmonie Bremen, deren künstlerischer Leiter seit 2004 Järvi ist, der Preis der Deutschen Schallplattenkritik 2010 verliehen.

Das ganze Programm ist auf der Homepage des Festivals www.beethovenfest.de zu finden und weitere Infos gibt es unter der Telefonnummer 0228-2010345.

Järvi wurde 1962 in Tallinn geboren. Er ist Sohn des berühmten estnischen Orchesterleiters Neeme Järvi und seiner Frau Liilia. Paavo Järvis Geschwister sind der ebenso exzellente Dirigent Kristjan Järvi und die Flötistin Maarika Järvi.

Paavo Järvi ist seit 2004 künstlerischer Leiter der Deutschen Kammerphilharmonie Bremen. Außerdem ist er Chefdirigent des hr-Sinfonieorchesters Frankfurt (seit 2006), Music Direktor des Cincinnati Symphony Orchestra und künstlerischer Berater des Estonian National Symphony Orchestra. Zusätzlich ist er für die Saison 2010/11 zum Chefdirigenten des Orchestre de Paris in Nachfolge von Christoph Eschenbach ernannt worden. Seine estnische Wurzel hat der Maestro, der abwechselnd in den USA und in London lebt, nie vergessen. Er spricht ausgezeichnet Estnisch, seine Muttersprache lernen auch ihre Kinder.

Neben seinen festen Positionen ist Järvi als Gastdirigent sehr gefragt. Er dirigiert regelmäßig Orchester wie das Los Angeles Philharmonic Orchestra, New York Philharmonic, Boston Symphony, die Staatskapelle Dresden, das Orchester der Mailänder Scala.

Zu Järvis Veröffentlichungen zählen eine „Grammy“-prämierte CD mit Kantaten von Jean Sibelius, eine Aufzeichnung von Edvard Griegs „Peer Gynt“, die vom „BBC Music Magazine“ im Jahr 2006 als beste Orchesteraufnahme ausgezeichnet wurde, sowie weitere Orchesterwerke von Grieg.

Foto: Jan Erik Siebert

Der Maestro begann sein Studium (Percussion und Dirigieren) in seiner Geburtsstadt Tallinn. Er spielte Schlagzeug in Erkki-Sven Tüürs kammermusikalischem Rockensemble „In Spe“, diese Formation entwickelte sich zu Beginn der 1980er Jahre zu einer der beliebtesten Rockgruppen in Estland.

Nachdem sein Vater Neeme Järvi – ein Regimekritiker und Fan von Arvo Pärt – Probleme mit den Behörden bekam, stellte er einen Ausreiseantrag und brach mit der gesamten Familie 1980 in die USA auf. In seiner neuen Heimat begann Paavo Järvi eine Musikausbildung am Curtis Institute of Music und am Los Angeles Philharmonic Institute bei Leonard Bernstein. Seine erste Stelle als Dirigent erhielt Järvi als er zusammen mit Andrew Davis das Stockholmer Kungliga Filharmoniska Orkestern (1995-98) leitete.

Die Deutsche Kammerphilharmonie Bremen unter Järvis Leitung hat alle Sinfonien von Ludwig van Beethovens neu aufgeführt und viel Lob von den Musikkritikern dafür geerntet. Im Rhein-Main-Gebiet erregte Järvi durch das zusammen mit dem Hessischen Rundfunk durchgeführte Music Discovery Project vor allem unter der jüngeren Generation große Aufmerksamkeit. Das im Jahr 2007 zum ersten Mal gespielte Konzert, welches immer im Zusammenspiel mit DJs und anderen Künstlern stattfindet, hat sich seitdem zu einem Zuschauermagnet entwickelt. Waren bei der ersten Aufführung die beiden DJs Tom Wax und Boris Alexander zu Gast bei Järvi, gab 2008 der DJ Mousse T. ein Stelldichein, gefolgt von Paul van Dyk im Jahr 2009.

Järvi hat zahlreiche Werke estnischer Komponisten wie Arvo Pärt, Erkki-Sven Tüür, Lepo Sumera und Eduard Tubin uraufgeführt.

Saturday, April 03, 2010

BRUCKNER: Symphony No. 9 in D Minor (Ed. by Benjamin G. Cohrs) – Frankfurt Radio Symphony Orchestra/Paavo Järvi – RCA Red Seal

Patrick P.L. Lam
Audiophile Audation (www.audaud.com)
March 29, 2010


******** MULTICHANNEL DISC OF THE MONTH *********
Following Bruckner’s Seventh, this latest Ninth from Järvi and the FRSO is a musical document of inspiration.

Anton Bruckner (1824-1896) lived a life of dichotomy between the composer and the man. The impact and complexity of his creative art evolved as the direct consequence of his predecessors - Beethoven, Schubert and Wagner. During the span of 72 years, his compositions reflected a voice beyond his time. This was a voice that encompassed the grand gestures of the last stages of Austro-German Romanticism. Bruckner’s Ninth, presented here as the sequel to an earlier Seventh, is the latest installment released by Estonian conductor Paavo Järvi and the Frankfurt Radio Symphony Orchestra (FRSO) on RCA. Captured live in a series of three performances during November 27th-29th in 2008 and extracted into hi-definition SACD quality, this performance enforces a symbiotic relationship between imageries and the power of music. [Interesting - since neither RCA nor Sony are issuing any U.S.-originated recordings on SACD any more...Ed.] Gates to heaven and the omnipotence of the Divine were prevailing ideas that lingered through the life of Bruckner, and this reached the pinnacle with the Ninth.

These associations came naturally as a consequence of his background as an organist of Baroque St. Florian’s Priory and his devotion to Catholicism. In this edition by Bruckner scholar Benjamin-Gunnar Cohrs, the spiritual and prophetic dimensions of the Ninth were carried into vast expanses.

Structured in three long movements, Bruckner started the work in 1887, but did not complete it until the end of 1894. What strikes one from the recording sound here was the luscious horns that nicely contrasted and cushioned the softness of the woodwinds. Transparency in the string passages was another strong asset in this performance, starting with the “Feierlich; misteriosi” first movement, then breaking off into a frantic display of rhythmic synchrony in the “Scherzo” second movement. The “Adagio” third movement was given an ephemeral reading by the musicians – it was a blending of beautiful horn passage work flanked by a bed of lyrical strings that emerged with radiant energy. This perhaps corresponds with the view Järvi had in mind about this movement in particular, which he explained “… as if Bruckner is trying to look upwards into the future. There is a strange sense of [unknown], that I find straight from the beginning: there is something cosmic about the opening of this symphony. There’s a prophecy in there, certainly…” This prophecy was drawn to a climax in this very last movement of the Ninth, a kind of portal that provoked a direct communion with a higher divine power. Järvi and the FRSO paid homage to a composer and his final tribute to the symphonic form, and this recording concentrated these forces in unison.